
Odwagi, w drogę! Za kładką czekają źrebięta do zaczipowania!

Dzika toń Liwca...

I w drodze powrotnej do autka...
Od wczoraj moje drugie imię to Indiana Jones. Byłam w okolicach Korytnicy na opisach i trafiłam do gospodarza, do którego przejście od macierzystej wsi jest jedynie kładką wiszącą nad Liwcem. Może to nie kładka nad przepaścią, ale zawsze to coś długiego i wiszącego nad rwącą, zimną wodą, brrr...
Po obu stronach kładki, która ma konstrukcję stalową są dwie stalowe liny, które służą jako poręcze. W połowie kładki liny te są nie na wysokości pasa, tylko kolan, więc aby się ich trzymać należy iść na ugiętych nogach. każde stąpnięcie po mostku, to jego sprężynujące wahnięcie! Niesamowite przeżycie! Pomyśleć, że tamtejsi mieszkańcy śmigają sobie codziennie po kładce ot tak, a niektóre deski ułożone na konstrukcji kładki domagają się swoim skrzypieniem wymiany!
No niezła jazda!!!!!!

