sobota, 30 stycznia 2016

Nie miał brudnego kto nie miał siwego:p

Już kiedyś o tym pisałam, że siwe konie to największe brudasy świata, a obecnie tak jestem wściekła na moje dwie siwe czyli Pożogę i Oszin, że naprawdę nie interesuje mnie dlaczego tarzają się w błocie i w swoich odchodach ! Pożoga to najbardziej łepetynę zawsze uświni, ponieważ według niej najmilej jest spać z głową w swojej kupie :p

Staropolskie przysłowie mówi: "Nie miał dobrego kto nie miał siwego". Zgadzam się z tym, tylko dodałabym jeszcze drugi człon "i będzie go czyścił całymi dniami i nocami" :p

Kiedy przygotowywaliśmy Minneapolisa do zdjęć reklamujących stanówkę klaczy, to dokonywaliśmy cudów, żeby na zdjęciach widniał piękny siwek, a nie piękny zielono - żółto - brązowy siwek :p Toteż imaliśmy się starych metod nacierania sierści opaloną głownią - wtedy przy czyszczeniu sierść miała się stać metalicznie srebrna. Myliśmy go roztworem z cytryny i stosowaliśmy końskie specjalnie do tego celu przyrządzone szampony...z marnym skutkiem niestety, bo Minek odzyskawszy swobodę natychmiast pędził wytarzać się w najbliżej usytuowanym od niego syfie :)

Poniżej nasz nieodżałowany ogier Minneapolis uchwycony przez Ewę Nogacką w trakcie i tuż po swojej ulubionej samopielęgnacji. Wybaczcie, ale nie umieszczę zdjęć Pożogi i Oszin... wstydzę się za nie :p



wtorek, 26 stycznia 2016

Ropki w Beskidzie Niskim - wspomnienie ze studenckich czasów :)

Jako dziewczyna wolałam góry od morza, może dlatego, że dopiero jako 18-stolatka nauczyłam się pływać i to od młodszej siostry, ha ha ha. Góry więc były moim żywiołem i to nie te postrzępione i skaliste, a te obrośnięte drzewami, niższe, ale których szczyty zdobywanie z ciężkim plecakiem było trudnym wyzwaniem.
Tak więc wędrowałam na wczasach z rodzicami, zawsze pierwsza w grupowych wycieczkach, na obozach z wychowawczynią - geograficzką w liceum, z harcerzami . Z harcerzami było bardzo ciekawie. Otóż w naszym liceum były dwie drużyna harcerskie. Jedna ta dobra, czyli z dawnymi tradycjami, ale ona jeździła na żagle, a moja niechęć do wody mnie do niej zraziła, a druga, która śmigała w góry - to był obciach czyli HSPS ( harcerska służba Polsce socjalistycznej). Mieliśmy genialnego opiekuna - nauczyciela historii, który olewał oczywiście otoczkę polityczną. Zabieraliśmy mundury na obozy, ale ubieraliśmy je tylko na 22 lipca, capstrzyk, zdjęcie pro forma i dalej mundury do plecaków :)
Ciekawe, że z żeglarzami z mojego liceum spotkałam się właśnie w górach. Opiekunem drużyny  był znany seksuolog - Andrzej Jaczewski, który wybudował dom w górach  i zamieszkał w nim goszcząc tam oczywiście swoich żeglarzy.
Będąc na studiach zawędrowałam z przyjaciółmi do Ropek w Beskidzie Niskim. Wszyscy jak jeden mąż zakochaliśmy się w tym miejscu i w ludziach tam mieszkających. Byli to Łemkowie, którzy po wysiedleniu po wojnie natychmiast wrócili na swoje włości i już, zaprotestowali i zostali.
Miejsce przecudne, dziewicze, w którym bocian czarny ze strumienia o parę metrów od ciebie wodę pije, gdzie nie było elektryczności, kalendarz prawosławny, omłoty maszyną spalinową i wszędzie na piechotę :)
Cudowny czas. Chcieliśmy kupić tam chatę od pewnego Bronka i hodować gęsi, owce i konie huculskie. Nawet mój chłopak zrobił wcześniej uprawnienia żeby gospodarstwo  kupić...ale Bronek stchórzył, bał się miasta i się rozmyślił. Płakaliśmy wtedy wszyscy rzewnymi łzami, autentycznie !
Nie zapomnę wrażenia kiedy przechodziliśmy przez dolinę, w której była wieś przed wojną - ok 100 chałup. Nie wiedzieliśmy o tym idąc tam pierwszy raz, a tu nagle piękny krzak róży, a tam podmurówka..., a potem cmentarz z rozwaloną bramą, na którym pasły się krowy z PGR Hańczowa - straszne. I ta dzwoniąca w uszach cisza, ale jakaś taka ciężka, jakby były z nami setki niewidzialnych istnień...
Potem dowiedzieliśmy się, że była tam wieś, bo z Ropek zostało tylko kilka chałup min Bronka, dziadków Syczów, dziadków Mamroszów, robotnika leśnego i nowy dom doktora.
Wędrując po górach widzieliśmy jeszcze wiele świadectw istnienia bujnego życia na tym terenie, zrujnowane kaplice i cerkiewki prawosławne były tego dowodem, a w jednej z takich ruinek ...dwa kare konie, niesamowite !
Wspomnienia ożyły we mnie kiedy przeczytałam jedną z mikroopowieści Elżbiety Isakiewicz na fb pt "Twarze". Niesamowite, jak te miejsca wpływają na ludzi i jakie podobne uczucia w nich wywołują. Pani Elżbieta opisała moje , wszystko się zgadzało co do joty !
Bardzo kochałam Ropki. Nawet załatwiłyśmy sobie z koleżanką praktyki w PGR Hańczowa żeby być bliżej naszego ukochanego miejsca. Pojechałyśmy do zwierzchnika tego gospodarstwa, oczywiście autostopem, w łazience urzędu zakładałyśmy biżuterię i inne ozdoby, co by na dyrektorze wrażenie zdobyć. Ten wysłuchał historii życia zapalonych studentek z Warszawy, pokiwał głową , uśmiechnął się i załatwił nas odmownie, bo my z SGGW w Wawie, a nie z AR w Krakowie, ale był tak miły, że polecił odwieźć studentki na trasę autostopu back home swojemu kierowcy. Byłyśmy załamane, wysiadamy na trasie z auta, a kierowca wręcza nam list...otwieramy, czytamy, a tu zaproszenie na praktyki !!!!!!!!!! Odtańczyłyśmy taniec zwycięstwa, obcałowałyśmy kierowcę i wiara w drugiego człowieka powróciła...którą zburzył nasz dziekan (notabene mój przyszły promotor), bo się nie zgodził i powiedział, że jak się nam praktyki w górach śnią, to do do Krakowa studiować...znowu ryczałam :p
Przed lekturą mikroopowieści pani Eli już wcześniej powróciły wspomnienia o Ropkach.
Przez 4 najpiękniejsze lata w naszej stadninie gościł Minneapolis - ogier małopolski dzierżawiony z SO Białka. Niestety dyrekcja stada nie zgodziła się na dalszą dzierżawę i ogier pojechał do jakiejś artystki w górach. Koniecznie chciałam do niej dotrzeć, aby przekazać wskazówki na temat Minneapolisa, wytłumaczyć, że oddzielny boks to dla niego zabójstwo, że musi być z klaczami i chodzić razem z nimi po pastwisku.
Jakież było moje zdziwienie, gdy artystka okazała się ( nie żyjąca już niestety ) Ewa Tyka, która wraz z mężem kupiła PGR w Hańczowej i tam rozpoczęła hodowle koni i bydła. Opowiadała mi, że bydło dalej chodzi sobie gdzie chce, ale na cmentarz na szczęście już nie ma prawa wchodzić :)
Poniżej moje wspominkowe zdjęcia . Powiem jeszcze, że kiedyś w Wysokich Obcasach czytałam, że wnuczka Mamroszów zrobiła muzeum łemkowskie w chacie dziadka i zajmuje się agroturystyką. Jestem bardzo ciekawa, co teraz u niej słychać :)))))))))))))))))









wtorek, 29 grudnia 2015

Oby przyszły rok 2016 był jeszcze lepszy :)

Wszystkim bywalcom stadniny Konik Polny, rodzinie, przyjaciołom i zwolennikom mojej stefcinej twórczości i nie tylko stefcinej życzę wspaniałej zabawy sylwestrowej i cudownego przyszłego roku, w którym zrozumienie i poznanie samego siebie uwolni od obciążeń wynikających ze zwracania uwagi na ocenę innych <3 p="">PEACE AND LOVE :)))))))))))))))))))))))

czwartek, 17 grudnia 2015

Książki o Stefci, miłośniczce koni wspaniałym prezentem choinkowym

Pierwsza książeczka o Stefci powstała w 2009 roku. Stefka miała wtedy 11 lat :) Jak łatwo obliczyć ma ich już teraz 17 !!! Do tej pory wyszły jeszcze dwie książeczki z jej przygodami. I tak Stefka jeżdżąca w stajni Trylogia ma już "trylogię" swoich historii końskich  ! :)
Pierwsza część jest niebieska i nosi tytuł Opowieści z Kalinki czyli koński świat Stefci
Druga część jest biała, a jej tytuł to Wakacje w Stajni Trylogia czyli cały świat Stefci
Trzecia część koloru ceglastego natomiast wyszła pod tytułem Naturalne metody pracy z końmi czyli pierwsza miłość Stefci
Wszystkie trzy części ilustrowały pasjonatki koni i jeździectwa z uzdolnieniami plastycznymi, które uwielbiam i znam osobiście, a są to chronologicznie : Maja Kapkowska- Szewczak, Beata Sajewska i Julia Woźniak <3 p="">SERDECZNIE ZAPRASZAM DO ZAKUPU MOICH KSIĄŻECZEK, KTÓRE Z PEWNOŚCIĄ SPRAWIĄ WIELKĄ FRAJDĘ MŁODYM MIŁOŚNICZKOM KONI. MOŻNA JE ZAMÓWIĆ JEDYNIE U MNIE TELEFONICZNIE 660 75 18 56 LUB NA POPRZEZ E-MAIL konikpolnyet@poczta.onet.pl  <3 b="">

Pozdrawiam serdecznie wszystkich przedświątecznie :)


Co dzieje się w Koniku Polnym po wakacjach ? :)

Tak już sobie zaplanowałam od paru lat, że po wakacjach, raz w miesiącu odbywać się u nas będzie duża impreza. I tak: we wrześniu przeprowadzamy  rajd konny do zaprzyjaźnionego, fajnego miejsca, w październiku ma miejsce Hubertus, w listopadzie Andrzejki Jeździeckie i w grudniu Mikołajki Konne. W styczniu natomiast zapraszamy na jazdy na śniegu, w lutym na zimowisko konne, w marcu przywitanie wiosny, w kwietniu powitanie bocianów, w maju na majówkę i w czerwcu na czerwcówkę :)
Jak widać sezon na jazdę konną trwa u nas calusieńki rok.
ZAPRASZAMY WIĘC SERDECZNIE DO KONIKA POLNEGO !!!!!!!!!!!!!!  <3 b="">







 Poniżej kilka fotek z udanych, tegorocznych Andrzejków Jeździeckich i Mikołajek Konnych

poniedziałek, 23 listopada 2015

Późnolistopadowe widoczki z pogranicza Mazowsza i Podlasia :)

Nasze psy mają obiecane, że niedzielny spacerek musi być. Jak w miarę ciepło i nie wieje, to po polach chadzamy, a jak już niemożliwość, bo wicher hula, to las odwiedzamy.
Wczorajsza pogoda, która na pewno nie listopadową przypominała, a końca września na przykład, spacerowanie polno-leśne nam umożliwiła, a na polach i w lasach kolorów mnogość :)
Naszą podróż w okolicach stawu i w ogrodzie zakończyliśmy, bo tam barwy piękne również znaleźliśmy <3 nbsp="" p="">Niedowiarkom obrazki na dowód przedstawiam :)












czwartek, 5 listopada 2015

Panicz - koń podwórkowy :p

Dziewiąty  miesiąc Panicz zaczyna, nie miałam więc serca Pożogi dalej opieką nad dziecięciem obciążać. Ale cóż tu począć ! Klienci na konie przyjeżdżają, przyjeżdżają i przyjechać nie mogą. Podjęłam więc męską decyzję i odsadziłam Panicza...na podwórze :p Ciepło jest, bezpiecznie, a poza tym koń to zwierzę otwartej przestrzeni, czyż nie ? :) Legowisko zrobiłam mu na korytarzu, obok cioci Pizadory, która traktuje go jak syna i babci Posyłki, która toleruje wszystkie istoty żywe. Ma tam też wiaderko z owsem. Od razu pierwszego dnia skorzystał ze swojego łóżka :) Kiedy piszę tego posta, leży właśnie na słomie i jest całkiem zadowolony.

Wyżarty jest , że nie wiem, no bo kula z sianokiszonką odpieczętowana na podwórku stoi, trawy wokół jeszcze pod dostatkiem - miodzio :))))

Charakter zmienił się naszemu Paniczowi, że ho, ho ! Z psikusolubnego źrebaczka, który po imprintingu owszem dawał się nawet myć wężem łącznie z głową, ale przy każdej nadarzającej się okazji usiłował dziabnąć, lub choć uszczypnąć, zmienił się w przyjacielskiego, acz w dalszym ciągu ciekawskiego ale dojrzałego odsadka bez żadnych prób dominacji w stosunku do człowieka !

Kiedy około tygodnia po urodzeniu zauważyliśmy dominujące zachowania ogierka od razu wpuściliśmygo do stada,aby stado właśnie dało mu szkołę, ale nie pomogło! Panicz mając oparcie w matce-Pożodze, nadopiekuńczej cioci Pizadorze i przewodniczce stada - Posyłce panoszył się jak dziedzic, no Panicz w końcu :p Usiłował nawet zabawować z Pokłonem - 6-letnim wałachem !

Cierpliwie czekamy więc na zbliżających się wielkimi krokami klientów na konie. Po sprzedaży któregoś z oferowanych koni nastąpi przetasowanie i Panicz najprawdopodobniej stanie obok Ornamenta :)))