wtorek, 24 lipca 2012

Jazdy na Orinoko w trakcie :)






Kura i jej kurczaki super "oswojeńce"

Kura należy do najbardziej dzikich istot jakie znałam. Na widok człowieka uciekała z przeraźliwym gdakaniem "gdzie pieprz rośnie". Olałam ją totalnie. A niech sobie żyje i robi co chce - pomyślałam. Udawałam również, że nie widzę jej super kryjówki koło skrzyni z owsem, gdzie zrobiła sobie gniazdo i wysiadywała jajka. Wykluło się 8 piskląt i obozowe dzieciaki przeniosły świeżo upieczona matkę z dziećmi do kurnika. Rezultat tych zabiegów jest taki, że kurczaki chodzą dosłownie dzieciom po głowach, a kura daje się brać na ręce. Obozowicze zbudowali prowizoryczny wybieg dla kurcząt i pilnują ich tam, aby ruchliwa matka nie wyprowadzała ich Bóg wie gdzie. Rezultat jej wodzenia maluchów był ostatnio makabryczny, bo wprowadziła je do boksu ogierów i jedno z piskląt zostało rozdeptane. Daśka wyniosła je dla Bąbelka - zaprzyjaźnionego jastrzębie, który mieszka gdzieś tam na górnych łąkach. Drugi kurczak miał zdeptaną nóżkę. Dasia doglądała go przez kilka dni i w końcu doszedł do siebie i śmiga z innymi na równi :)

środa, 18 lipca 2012

Migawni pod hasłem "Dziecięce szczęście" :)

Julcia z tęczą w tle :)))
Julia na Pizadorze :)
Daria na Ognistej :)
Ola i Pankracy :)
Magda i jej ukochana Pożoga :)

Syrenki okupują staw

Natura w Szadynowie :)

Przyszedł do nas jeż...




Jaszczurka przypełzła się też...
Tęcza się zjawiła, nieboskłon rozświtliła ...
Bogini słońca iluminacje na zachodzie uczyniła ...

Tomek trenuje Orinoko :)))

Orinoko odjeżdża od nas 27 lipca. Do tej pory Tomek trenuje ją, aby mogła bezpiecznie służyć swoim przyszłym właścicielom jako wierzchówka. Będzie miała w stajni dwóch przyjaciół, młodszych od niej: araba i ślązaka :) Nasza klacz jest bardzo pojętna i nie stawia oporu przy pracy. Tomek po półgodzinnej jeździe puszcza ją wolno na pastwisko, a Orinoko nawet kroku nie zrobi, czy nawet nie bryknie, tylko po zdjęciu rzędu spuszcza głowę i z lubością zatapia chrapy w soczystej koniczynie :)

czwartek, 12 lipca 2012

Terenik :)

Dzisiaj po raz pierwszy od bardzo dawna odważyłyśmy się pojechać w teren. Z początku było bardzo przyjemnie, ale moje czarne przewidywania sprawdziły się i koło choinek zaatakowała nas horda ślepaków. Ruszyłyśmy ostrym kłusem, aby się od nich uwolnić tłukąc je równocześnie dłońmi na szyjach i zadach koni. Na polu ruszyłyśmy galopem, ale i tam czereda robactwa wisiała nad nami czarną chmurą. Postanowiłam zgubić prześladowców wracając przez Żarnówkę. Udało się, ale przy małym lasku w drodze powrotnej nastąpił kolejny szturm robactwa. Upały nieco zelżały, ale skrzydlaki nie odpuszczają :( Wydawało się, ze jest ich mniej na pastwisku więc po powrocie wypuściłyśmy konie. Jakiś czas się pasły, ale ślepaki zwiedziały się jakoś o łatwym kąsku i konie nerwowo zaczęły szukać możliwości powrotu na podwórze. Sterczą teraz w stajni i znowu chrupią sianko zamiast soczystej trawki :(