wtorek, 16 lipca 2013

Wreszcie mamy gminny internet :)))

To była istna droga przez męki, ale w końcu pan, który zajmuje się komputerami i zakładaniem interneteu w naszym ZGK ( zakład Gospodarki Komunalnej) przeczytał mój rozpaczliwy post na blogu o niedomaganiu internetu  co przyspieszyło jego wizytę u nas. Mamy internet, który działa!!!! To dla mnie niesamowity komfort, bo przedtem internet mobilny działa, albo nie, a prędkość była nie żółwia, nie ślimacza ale nie wiem jaka, no po prostu je nie było :(

Pan od internetu pocieszył mojego narzekającego na żonę męża, że ta całe dnie spędza przy internecie, że żoneczka nie będzie spędzała już całych dni "przy internecie" bo wszystko otwiera się błyskawicznie i będzie spędzała już tylko chwilkę dziennie "przy internecie" ha, ha, ha :p

Mam nadzieję teraz nareszcie pisać więcej na blogu więc zapraszam serdecznie do lektury już niedługo, bo dzieje się u nas mnóstwo :)

piątek, 28 czerwca 2013

Posyłka szlachcianką :p

Dzisiaj rano puściłam konie na pastwisko korzystając z okazji, że kropi i latające tałatajstwo nie kąsa. Niech sobie chabecinki trawkę z witaminkami spożywają :)
Poszłam naszą tępą kosą ukosić trawy dla Krowy-Mu, którą w boksie jako osłabioną pozostawiłam, aż tu nagle galopada i rżenie całego stada. W panice pobiegłam zobaczyć co się stało, bo może któryś ze szkodników np Pożoga ogrodzenie rozebrała i towarzystwo na pola wyprowadza...i co zastałam?!...
Otóż Posyłka do nowego domu wlazła i wyjścia z powrotem z owego labiryntu znaleźć nie mogła. Co chwila łeb to przez jedno, to drugie okno wysadzała i przeraźliwie pomocy wzywała!
Wyprowadziłam niebogę ze dwora, która to chyba ze względu na swoje pańskie pochodzenie tamże się znalazła jako, że w Janowie Podlaskim zrodzona została :P
I niech mi tylko ktoś powie, że nie czuła się głupio, a hołubiec, który zadem wycięła po wyjściu i wesoły galopek nie miały zamaskować "postawy obciachu" . Stado nie mogło się dowiedzieć, że wycieczka do dużego domu porażką się okazała i, że w przywódczyni strach wzbudziła :)

Kłopoty z Krową-Mu :(

Na początku powiem, że mam wielką nadzieję, iż Krowa-Mu wydobrzeje. A było tak::
Krowa coraz gorzej jadła, coraz gorzej chodziła więc jedynym ratunkiem był nasz pan weterynarz. Koszty kosztami, trudno, ale Mu trzeba ratować.
Za miesiąc ma się cielić i wszyscy z niecierpliwością oczekujemy nareszcie J a ł ó w e c z k i ! Leczymy więc. Lekki stan podgorączkowy. Wracała z pracy sąsiadka, to poprosiliśmy o pomoc w trzymaniu bestii, która baaaardzo nie lubi zastrzyków, a potem to i sąsiad na ratunek przybiegł, bo do żwacza "bombę witaminową" pan doktor podać musiał.
Problem leżał też w zapaleniu wymienia w jednym ze strzyków. I tu prawdziwy problem nastał. Krowę trzeba będzie doić, aby zapalenie spędzić, a co za tym idzie przy wycieleniu Krowa nie będzie miała siary, ale i na to pan doktor radę znalazł. Trzeba popytać sąsiadów i od świeżo ocielonej krowy siarę w ilości 6 litrów zdobyć, zamrozić, a po wycieleniu naszej Mu cielęciu smoczkiem podać !
Problem nie lada, ale cóż trudno !
Rano mierzę Krowie temperaturę i okazało się, że wszystko już w normie. Ropa z chorego strxzyka zdojona, a w pozostałych mleka jeszcze nie ma. Zadzwoniłam do pana doktora, który dobrą wiadomość mi przekazał,  iż Mu po leczeniu "zasuszymy", tak że przy wycieleniu siara będzie!!!! Hura zakrzyknęła Czarownica Ewka i wycięła hołubca :P
Mu nadal je kiepsko, ale trzymam za nią kciuki i wierzę w narodziny Małej Mu :))))

środa, 5 czerwca 2013

Milsze wiadomości :)))



1. Pixi i Dixi rosną jak na drożdżach, są słodkie jak czekoladki i przesympatycznie cudowne
2. Koniska chodzą po pastwiskach, jeszcze ich robactwo nie zeżarło. Edytka obiecała mi załatwić smarowidło, które ma uniemożliwić kąsanie przez latające tałatajstwo :)))
3. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Ordonka i Ognista noszą w brzuchach dzieci Berlin Beja. Do rozwiazania jeszcze mnóstwo czasu, więc trzymajcie kciuki :)
4. Trawa rośnie i jest piękna. Jak przestanie lać, to kosimy i robimy sianokiszonkę :)
5. Ogród w 3/4 zasiany. Jak przestanie lać to skończę, bo na razie grzęznę w błocie po kolana :( , a miały być milsze wiadomości!
6. Do wakacji jeszcze trochę: 25 dni  :)))

wtorek, 4 czerwca 2013

Epitafium dla Szproty :(

W wieku 11 lat Szprotka przeniosła się do "krainy wiecznych łowów". Była dziwaczką, która potrafiła "dawać z główki" i często "z liścia". Kotem była bardzo kontaktowym lecz nieskorym do pieszczot. Nie znosiła przytulania, zastygała wtedy w bezruchu i nagle wyskakiwała jak z procy często zahaczając przytulającego pazurkiem :P
Uwielbiała spać na kaloryferze i miała swoją "lwią skałę" na lodówce. Przepadała za serniczkiem, nie lubiła surowego mięsa, chętnie pochłaniała smażoną wątróbkę.
Często sypiała w szafie, chociaż wiedziała, że jej nie wolno. Udawała wtedy, że jej nie ma :)
Wszyscy będziemy tęsknić za Szprotką, ale mamy nadzieję, że teraz tam gdzie jest zaznaje kociego szczęścia :)))

piątek, 17 maja 2013

Druga majówka w tym roku - zapraszamy :)

Nie często się zdarza, aby w maju wypadły dwa długie weekendy. Tak stało się w tym roku, gdyż Boże Ciało na 30 maja przypadło. Rozsądek podpowiada, aby  31 w piątek wolne sobie zrobić, do Konika Polnego zawita i DZIEŃ DZIECKA z nami spędzić :P Zapraszamy :)



A u nas sielsko, pachnie bzowo-konwaliowo-narcyzowo a niedługo jaśminowo :))))

czwartek, 9 maja 2013

Czarownica Ewka i kłopoty z psami :P



            Mglisty i chłodny  był wieczór kiedy to burki Czarownicy Ewce i całej jej rodzinie w nocy spać nie dawały ujadając srodze aż po świtanie. Zrazu to Czarownica, to mąż jej na ganek wychynali i uspakajać psy próbowali. Mimo próśb, gróźb, prób przekupienia smakołykami i rzucenia nawet dużej kości wołowej przez największego szczekacza ulubionej spokojności w nocy gospodarze nie zaznali. Za wygraną dali na karb podchodów dziczych pod zabudowania ujadanie zaliczając.
            Rankiem Czarownica do komórki po drzewo na rozpałkę się udała i tam przyczynę nocnych psich niepokojów odkryła. Na Ewkę para wybałuszonych psich ślepiów się gapiła, a wzrok to był proszący i przymilający. Burek posiwiałym pyszczkiem, marną posturą i sterczącymi żebrami się charakteryzował litość w sercu każdego, kto na niego spozierał wzbudzając.
            Czarownicę mieszane uczucia opanowały, bo to przecież rok cały jeszcze nie upłynął, kiedy to małą czarną suczkę w dniach płodnych będącą jakowyś zły człek pod gospodarstwo Czarownicy podrzucił na jej dobre serce licząc, że stworzenie przyjmie, a tu znowu nowa, nie chciana  istota do domostwa rodziny Ewki stuka.
            Czwarta to już psia gęba do wyżywienia być miała i Czarownicę skrupuły obleciały, czy na swoje ramiona taki obowiązek przyjmować, ale mąż  wyręczył  ją w decyzji podejmowaniu michę pełną ciepłej zupy psinie stawiając.
            Tak też czwarty burek na podwórzu Czarownicy zamieszkał, pozostałym jako najmłodszy w złai się podporządkowując. Z razu na pożywienie jak oszalały się rzucał w swej małej główce dumając, że to ostatni posiłek w życiu będzie, ale stopniowo żarł mniej łapczywie gospodarzom zawierzając, że stały kąt ma u nich i miskę strawy codziennie dostanie.
            Czarownica już dawno coś w kierunku poprawy losów burków wiejskich uczynić zamierzała, a ta ostatnia historia decyzję jej przyspieszyła. Różdżkę swą w dłoń chwyciła i wieczorem swoją wieś i kilka sąsiednich na  starej szkapinie objechała przy każdej zagrodzie na moment się zatrzymując kilka słów mamrocząc i znak różdżką wykonując. Środek nocy już był kiedy zamierzenie swoje ukończyła, do domu powróciła i bez życia na łożę się rzuciła. Noc to wielce spokojna była, a w okolicy żadne szczeknięcie z psich pysków się nie wydobyło. Stan taki przez kilka następnych dni się utrzymywał i tragiczne żniwo przyniósł w postaci setek kur przez lisy z gospodarstw wyniesionych tudzież łąk przez dziki pod same budynki przeoranych i kilku złodziejskich wyczynów na szczęście tylko do paru butelek trunków i kilku paczek papierosów się ograniczających.
            Ludność miejscowa wielce poruszona stanem swoich psów była i masowo miejscowego lekarza weterynarii odwiedzała, ten w zmowie z Czarownicą będący wszystkim to samo powtarzał:

„Kiedy bierzesz człecze burka do gospodarstwa swego odpowiedzialnym do końca życia zwierzęcia za niego się stajesz. Dbać o niego szczerze musisz, budę na zimę ogacić, miskę strawy i czystej wody codziennie stawiać, na spacery wodzić i o zdrowie jego dbać. Widać stworzenia rozum swój mające sprzeciw przeciw złemu traktowaniu, a także porzucaniu powzięły, co niezrozumiałym z punktu naukowego jest dla mnie, ale zdarzyć się może!”

            Okoliczni mieszkańcy wyjścia nie mając o byt swoich psów dbać mocno poczęli więcej już jako „dzwonki i alarm do drzwi” tylko nie traktując. Podrzucenia piesków się skończyły, a wieczorami Czarownica coraz częściej gospodarzy z burkami swoimi na smyczy włości obchodzących obaczyła. Przy sercu ciepło się jej zrobiło i wtedy burki powoli głos swój odzyskały.

Powyższy tekst pochodzi z ostatniego numeru Wici mazowiecko-podlaskich, a u nas...no właśnie!  Cinka się oszczeniła mimo naszej ciężkiej pracy przy uchronieniu jej od ciąży i powiła dwie suczki Pixi i Dixi, które są urocze, ale dla których M U S I M Y  znaleźć dom, bo inaczej pójdziemy z torbami :(((

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=539208109454163&set=a.470903582951283.105845.100000949367082&type=1&theater