czwartek, 12 lipca 2012

Terenik :)

Dzisiaj po raz pierwszy od bardzo dawna odważyłyśmy się pojechać w teren. Z początku było bardzo przyjemnie, ale moje czarne przewidywania sprawdziły się i koło choinek zaatakowała nas horda ślepaków. Ruszyłyśmy ostrym kłusem, aby się od nich uwolnić tłukąc je równocześnie dłońmi na szyjach i zadach koni. Na polu ruszyłyśmy galopem, ale i tam czereda robactwa wisiała nad nami czarną chmurą. Postanowiłam zgubić prześladowców wracając przez Żarnówkę. Udało się, ale przy małym lasku w drodze powrotnej nastąpił kolejny szturm robactwa. Upały nieco zelżały, ale skrzydlaki nie odpuszczają :( Wydawało się, ze jest ich mniej na pastwisku więc po powrocie wypuściłyśmy konie. Jakiś czas się pasły, ale ślepaki zwiedziały się jakoś o łatwym kąsku i konie nerwowo zaczęły szukać możliwości powrotu na podwórze. Sterczą teraz w stajni i znowu chrupią sianko zamiast soczystej trawki :(

Siano uratowane

Nie cała skoszona trawa została ofoliowana. Cztery pokosy były za zielone i postanowiliśmy ususzyć je na siano. Ciągłe burze doprowadziły do sytuacji, że sianko parę dobrych dni stało w kupkach. Wczoraj udało się je zwieźć choć nie bez przygód, bo część obsunęła się z wozu ( mea culpa, chyba przeładowałam prawą stronę). Tomek musiał pędzić do pracy więc tylko zrzucił wszystko pod stodołę i popędził. Ja z ekipą obozową złożoną z pięciu dziewczynek i Tomeczka przystąpiliśmy do akcji. Z pierwszymi kroplami deszczu nadchodzącej burzy wszystko było w stodole. Akcja zakończyła się sukcesem!
Magda tak się zakopała w sianie, że tylko głowa jej wystaje ;)

Konkurs na końskie fryzury

Jak tylko mi się uda wprowadzić zdjęcia z komórki do komputera, to natychmiast je wstawię. Niestety mamy teraz chwilową awarię, a szkoda, bo odbył się konkurs na najpiękniejszą końską fryzurę. Startowało sześć par. Ex aequo wygrała Ognista ze swoją osobistą fryzjerką Magdą Łęgowską i Ordonka z inną mistrzynią grzebienia - Zosią Gryz. Magda uczesała swoją klacz na sportowo - w duże korki, a Zosia dopasowała fryzurę i ozdoby do orientalnej urody Ordonki. Właściwie to szanowna komisja w składzie : sąsiadka Alinka i dwie panie, które akurat przybyły do nas z wizytą, aby obejrzeć konie, oceniły wszystkie fryzury na 10 w 10- punktowej skali, ale te dwie opisane powyżej zostały wyróżnione za oryginalność.

piątek, 6 lipca 2012

Orinoko pod siodłem :)

W zeszłym roku Aniela siedziała parę razy na Orinoko, ale później klacz zostawiliśmy w spokoju, bo nie było czasu dalej jej podjeżdżać ani też potrzeby, bo koni pod siodło mieliśmy wystarczającą ilość. Orinoko zaczynają interesować się klienci, a więc przyszedł czas na sprawdzenie, czy czegoś nauczyła się w zeszłym roku. Okazało się, że ta zrównoważona, inteligentna klacz wszystko pamięta i chętnie współpracuje :)

I Jeździecki obóż przetrwania 2012

A oto fotki moich wspaniałych obozowiczek, które są moją pomocą i podporą w tych nieprawdopodobnych upałach :) Marta Mińsk powiedziała, że źle wygląda i skryła się za "lewitującym" ręcznikiem ;)

Poranne jazdy na łące

Okazało się, że ślepaki najmniej atakują na dopiero niedawno skoszonej łące. Zebraliśmy 76 kul sianokiszonki, hura! Akcja była bardzo skomplikowana, ale zakończyła się sukcesom. Wielkie podziękow ania należą się naszym bardzo życzliwym sąsiadom - Olędzkim. Wiesław skosił jedną łąkę, a Zygmunt drugą. Bez ich pomocy trawę kosilibyśmy dopiero teraz, bo ciągnik był popsuty. Trawa zebrana jak to się wyraził Wiesiek, w skali pięciopunktowej jest na czwórkę, dzisiaj byłaby na dwójkę, a więc jeszcze raz: Serdeczne dzięki sąsiedzi! Panny jeżdżą więc konno o 7 rano. Jest już gorąco i odkryliśmy nowy rodzaj żółtych much z dużymi głowami, które atakują konie. Jazda jest jednak znośna. Wieczorne jazdy są o 20:30, ale już w towarzystwie komarów :(

Strażacka interwencja :)

Dawno już nie pisałam na blogu. Korzystając z tego, że poranne pastwiskowanie koni nie udało się postanowiłam nadrobić zaległości. W siodlarni osy zbudowały sobie gniazdo i ostatnio stały się bardzo dokuczliwe. Mając na uwadze bezpieczeństwo dzieci wezwałam więc strażaków z Węgrowa. Strażak Adam wdział na siebie specjalny kombinezon i ruszył na bój z osami. Akcja zakończyła się sukcesem. Strażacy zezwolili na zdjęcia :) Przeżyłam szok, gdy w kilka dni później dziewczynki ogłosiły mi, że są jeszcze dwa gniazda w stodole. Mówiąc szczerze jest mi głupio co parę dni wzywać wóz strażacki, ale ofiary już mamy: 3:0 dla os, które upolowały trzy śliczne stopki moich obozowiczek:(